Kawiarnia w proszku
Niestety, to nie gorący kubek, nie wystarczy zalać wodą.

Czwartkowy krajobraz po bitwie

Bałagan za barem

Widok od wejścia: PRZED...

...i PO malowaniu!
-

Uśpione stada Jokkmokków
Niestety, to nie gorący kubek, nie wystarczy zalać wodą.

Czwartkowy krajobraz po bitwie

Bałagan za barem

Widok od wejścia: PRZED...

...i PO malowaniu!

Uśpione stada Jokkmokków
BijÄ™ siÄ™ po rÄ™kach, żeby nie zapeszyć pisaniem, ale staram siÄ™ nie być przesÄ…dna, wiÄ™c…
Podobno, jak wynika z któregoÅ› z sondaży, Polacy uważajÄ…, że sukces można osiÄ…gnąć dziÄ™ki znajomoÅ›ciom i ciężkiej pracy. Nie narzekam na brak znajomoÅ›ci. Gdyby nie one, nigdy nie poradziÅ‚abym sobie sama z zaÅ‚atwieniem wielu spraw i ogarniÄ™ciem wielu rzeczy (nie, zabijcie, ale nie mam pojÄ™cia, jak robi siÄ™ Å›cianki kartonowo-gipsowe!). Co do ciężkiej pracy, to też ostatnio mamy jej aż nadmiar, tym bardziej, że chcemy – musimy – zdążyć na poniedziaÅ‚ek.
W poniedziaÅ‚ek jestem umówiona z Sanepidem na odbiór lokalu i jest to chyba jedno z najbardziej stresujÄ…cych wydarzeÅ„ w caÅ‚ym tym interesie zwanym gastronomiÄ…. Nie wiem, dlaczego, bo pani, z którÄ… rozmawiaÅ‚am, byÅ‚a przemiÅ‚a, ale to chyba jak z wizytÄ… u dentysty – część ludzi je lubi, ale wiÄ™kszość jest przerażona.
JeÅ›li wszystko pójdzie dobrze (proszÄ™, proszÄ™…), to otwieramy. Najszybciej jak siÄ™ tylko da.
Jednym z moich ulubionych pisarzy książek na pograniczu przygody, historii i literaturoznawstwa jest Arturo Perez-Reverte. Ale prócz tego, a może przede wszystkim, Hiszpan jest dziennikarzem. DziÅ›, czytajÄ…c zbiór jego felietonów wydany w Polsce pod tytuÅ‚em “Å»ycie jak w Madrycie”, natknęłam siÄ™ na felieton “Na coÅ› trzeba umrzeć”. TkniÄ™ta przeczuciem (jeszcze niedawno sama użyÅ‚am tego sformuÅ‚owania w kontekÅ›cie przypowiastek o maÅ›le) zaczęłam czytać uważniej. Nie wdajÄ…c siÄ™ w zbÄ™dne komentarze, pozwolÄ™ sobie przytoczyć co ciekawsze fragmenty.
“Bardzo podoba mi siÄ™ pewne zdjÄ™cie i podpis pod nim (…). Przedstawia pięćdziesiÄ™cioletniego faceta, takiego zwyczajnego czÅ‚owieka, z otwartymi ustami, widelcem w jednej dÅ‚oni i nożem w drugiej, jak – aż miÅ‚o spojrzeć – paÅ‚aszuje stek woÅ‚owy, dwie piÄ™dzi na dwie, z wierzchu przypieczony i krwisty w Å›rodku jak należy, kanoniczny, z butelkÄ… odpowiedniego wina.. Ale najlepszy jest podpis: “Na coÅ› trzeba umrzeć”, które to sÅ‚owa wypowiada gość od kotleta, przeÅ‚ykajÄ…c kolejny kÄ™s. Bardzo z siebie zadowolony (…).
Ten od kotleta, co wynika z artykuÅ‚u, przez caÅ‚e swoje życie jadaÅ‚ miÄ™so i nie ma zamiaru zmienić zwyczajów ani ze wzglÄ™du na wiek, ani z powodu wÅ›ciekÅ‚ych krów, ani z powodu wywodów ministra zdrowia, ani z żadnego zasranego powodu (…). Ma jasno wytyczony wÅ‚asny kierunek. W dzisiejszych czasach nie możesz bezustannie żyć obsesjÄ… tego, co jesz, bo wtedy akt posilania siÄ™ przeksztaÅ‚ci siÄ™ w czystÄ… paranojÄ™ i bÄ™dziesz gÅ‚odowaÅ‚ bardziej niż rozwodnik pozbawiony otwieracza do konserw (…).

Arturo Perez-Reverte
Chodzi tylko o to, że bardzo zniewieÅ›cieliÅ›my i teraz już nikt nie chce ciężko pracować ani nie chce, żeby coÅ› go bolaÅ‚o, ani nie chce umrzeć nawet z przepicia i nie palimy, i nie pijemy, i studiujemy etykietki, i chcemy, żeby wszystko byÅ‚o aseptyczne, bezbarwne, bezwonne i mdÅ‚e, i żebyÅ›my żyli wystarczajÄ…co dÅ‚ugo, by dzieci wraz z ziÄ™ciami do spółki wywaliÅ‚y nas na siłę do domu starców, gdzie bÄ™dziemy żyli dalej przez dwadzieÅ›cia kolejnych lat co najmniej, tak zadowoleni z naszej sondy, z naszego wózka inwalidzkiego i pasa przepuklinowego (…). I zapominamy, co nam przypomina facet od kotleta, że czym innym jest dbanie o siebie, a czym innym obsesja na tym punkcie – i że w sumie na coÅ› trzeba umrzeć. I tak każde pokolenie musi taÅ„czyć do każdej muzyki, choćby najgorszej, jakÄ… zagra mu pech albo epoka. A przecież przez wieki ludzie jakoÅ› żyli mimo różnych niespodzianek losu i w koÅ„cu umierali – z kotletem czy bez niego – tak jak umrzemy wszyscy. Ale nie zwracali na to aż tak wielkiej uwagi i nie robili z tego powodu tak wielkiego zamieszania. Bo kim, do jasnej cholery, zdaje siÄ™ nam, że jesteÅ›my?”
(Arturo Perez-Reverte, Życie jak w Madrycie, Poznań 2005, s. 151-153.)
Spokojnie – nie chcÄ™ nikogo przekonywać do przejÅ›cia na wegetarianizm. Ten wpis nie bÄ™dzie też manifestem miÄ™sożerców. Spory ideologiczne odwieszamy na haczyk, bo dziÅ› bÄ™dziemy siÄ™ zastanawiać, czy można pogodzić gotowanie w duchu Slow Food z dietÄ… wegetariaÅ„skÄ….
Tak, z dietÄ…, nie życiem zgodnym z wege-ideami, bo jak już pisaÅ‚am, nie miejsce to na spory ideologiczne. Zatem czym jest dieta wegetariaÅ„ska? W powszechnie znanym znaczeniu to sposób odżywiania polegajÄ…cy na eliminacji produktów zwierzÄ™cych ze swojej diety. To wydaje siÄ™ proste, ale proste nie jest, bo okreÅ›lenie “produkty zwierzÄ™ce” wielu wegetarian rozumie w odmienny sposób. Wszyscy zgadzajÄ… siÄ™ co do jednego: nie jedzÄ… tkanek zwierzÄ™cych w żadnej postaci – ale zdania co do jajek, nabiaÅ‚u, miodu czy tzw. żywych roÅ›lin sÄ… podzielone, dlatego istnieje tak wiele odmian wegetarianizmu.
(To, co zwiemy w Polsce postem, nie jest wegetarianizmem w Å›cisÅ‚ym znaczeniu tego sÅ‚owa, bo ryby zaliczajÄ… siÄ™ do królestwa zwierzÄ…t – a od niedawna ustawa o ochronie zwierzÄ…t każe je traktować równie humanitarnie jak wszystkie inne krÄ™gowce. Dieta uwzglÄ™dniajÄ…ca ryby to pescowegetarianizm lub ichtiowegetarianizm.)
Jednak nie wystarczy przestać jeść mięso, żeby zostać wegetarianinem, tak jak nie wystarczy nie jeść w barach fast food, żeby uważać się za slowfoodowca. Trzeba być czujnym i uważnie czytać etykiety, by móc omijać produkty zawierające tłuszcze zwierzęce, wyciągi z kości, hormony czy mielone owady. Wbrew pozorom to bardzo popularne dodatki, zwłaszcza ten ostatni.
Tym sposobem gÅ‚adko przechodzimy do zasad Slow Food, które przecież też obejmujÄ… czytanie etykiet w poszukiwaniu substancji wzbogacajÄ…cych smak i zapach, poprawiajÄ…cych wyglÄ…d itd. WydawaÅ‚oby siÄ™, że wszystko siÄ™ zgadza i że bez kÅ‚opotu można być jaroszem-wolnojadem, ale… ideologia pcha siÄ™ natrÄ™tnie na afisz. “Powolna” żywność musi bowiem speÅ‚niać nie tylko standardy smaku i pochodzenia, ale także etycznoÅ›ci, która przecież dla każdego znaczy co innego. Wegetarianinowi wystarczy, że kura wiedzie życie drobiu szczęśliwego w chowie wolnowybiegowym, weganin nawet nie tknie jajka powstaÅ‚ego w tej kurzej nirwanie, a miÄ™sożerca z kury zrobi rosół i bÄ™dzie siÄ™ nim ze smakiem zajadaÅ‚.
Jak widać, od ideologii nie ma ucieczki. Można wiÄ™c powiedzieć, że w rozważaniach dotarliÅ›my do Å›wiatopoglÄ…dowych rozstajów… I niech teraz każdy idzie w swojÄ… stronÄ™, bo wspólna podróż przez kulinarne bezdroża byÅ‚a możliwa tylko do tego momentu. Mimo to i dla wegetarian coÅ› siÄ™ znajdzie. Już wkrótce.
A tak sobie pomyślałam, że zrobię spis powszechny rzeczy, którymi się zajęłam w ciągu ostatnich dwóch tygodni, żebym mogła sobie potem pomyśleć, jaka byłam fajna i dzielna.
- robienie mebli przez stolarza – nie wypaliÅ‚o z powodu zaproponowanej ceny; meble bÄ™dÄ… kombinowane z Ikei
- zakupiona kasa fiskalna
- zakupiona waga z legalizacjÄ…
- zaÅ‚atwianie papieru pakowego, pudeÅ‚ek i torebek – w trakcie
- zaÅ‚atwianie papilotek z nadrukiem firmowym – w trakcie (firma, z którÄ… próbujÄ™ siÄ™ dogadać, ma nieprzyjemnÄ… tendencjÄ™ do ignorowania moich telefonów i maili)
- zaÅ‚atwianie czytnika kart pÅ‚atniczych – w trakcie
- wizyta w Tepsie – jutro (jak Bóg da)
- projekt w Sanepidzie – uzgodniony
- badanie wody – pozytywne
- odbiór lokalu – umówiony
- blaty – zakupione, leżą na podÅ‚odze
- kontener na gruz – już trzeci, bÄ™dzie odebrany w poniedziaÅ‚ek (koniec gruzu, hurra!)
- kaseton Å›wietlny – zrobiony, przyjedzie we wtorek
- witryna chÅ‚odnicza – eee… to dÅ‚uższa historia, ale powiedzmy, że bÄ™dzie we wtorek
- ubranie robocze – zakupione
- badania lekarskie (dużo badaÅ„) – zrobione
- menu – siÄ™ robi
- koszulki firmowe – siÄ™ robiÄ…
- prÄ…d w lokalu – mamy
- lampy, pierdoÅ‚y do lokalu, pierdoÅ‚y kuchenne, talerze, miski, Å‚yżki, filiżanki, szklanki, itd. – sÄ…
- maÅ‚e i duże lodówki – kupione
- farby, pÅ‚ytki i dwadzieÅ›cia wizyt w Castoramie/Obi/Leroy – zakupione i odbyte (przed nami jeszcze tylko dwadzieÅ›cia kolejnych)
- półki zabarowe – sÄ…
- herbaty, kawy, filtry – sÄ…
- naprawa ekspresu – zaÅ‚atwiona
- gÅ‚oÅ›niki – kupione
- zaÅ›wiadczenie o sprawnoÅ›ci wentylacji mechanicznej – idzie pocztÄ… (mam nadziejÄ™)
Niby nic takiego, ale w międzyczasie realizowałam jeszcze zamówienia na ciasta, karmiłam ekipę i pomagałam w remoncie. Dzielnie towarzyszy mi mój Miś.
Do załatwienia:
- meble na salÄ™
- meble do kuchni
- meble barowe
- znaleźć dostawcę bułek (już mam na oku)
- zamówić ulotki
- otworzyć wreszcie ten interes!
Dziś dzień chciał mi udowodnić, że im bardziej wszystko powinno być dopięte, tym bardziej się rozwala. A im mniej kasy zostało, tym więcej mnoży się wydatków. Kurczę pieczone.
Ale nic to. Koniec remontu jest bliżej niż dalej, choć z każdym dniem pokÅ‚ady mojej cierpliwoÅ›ci i… cierpliwoÅ›ci malejÄ…. Å»eby nie przynudzać, wrzucÄ™ nowe zdjÄ™cia.

Toaleta dla klientów (bez dekoru i podłogi)

Tamte drzwi na razie prowadzÄ… donikÄ…d

Ściany wyburzone, dziury załatane, podłoga będzie w poniedziałek

Widok na miejsce, gdzie będzie bar. W kuchni ciągle bajzel

Pierwsze drzwi do jajowni, drugie do magazynu

A to zdjęcie zrobiłam przy drugich drzwiach wejściowych. Widok na socjalne.
Skończyliśmy malować korytarz, na nic więcej nie miałam dziś siły i nerwów. Jutro, jak Pan Bóg przykazał, zamiast grzeszyć (pracować), będę świętować (siedzieć w domu), bo nam w ramach mrozów padł środek lokomocji. Ale przy komputerze też mam dużo pracy, więc może to i lepiej. Kiedy mam do wyboru konfigurować cennik albo drapać gips, wybieram to drugie.
Gdy ostatnio na stronie polskiego Slow Foodu zobaczyÅ‚am informacjÄ™ o programie poÅ›wiÄ™conym tejże tematyce, z nieukrywanym zaciekawieniem zasiadÅ‚am do jego obejrzenia. Program “Ostry dyżur Jedynki” można zobaczyć TUTAJ, trwa ok. 30 min.
Choć zaczynaÅ‚o siÄ™ dobrze – od skrótowej prezentacji zaÅ‚ożeÅ„ ruchu Slow Food, to z każdÄ… minutÄ… byÅ‚o coraz gorzej, a kompletny dramat przydarzyÅ‚ siÄ™, gdy gÅ‚os zaczęła zabierać Pani Iwona Schymalla. Na sali, poza profesorami, wÅ‚adzÄ… i dietetykiem goÅ›ciÅ‚a też “osobowość medialna”* w postaci Pana Okrasy. Z niejakim zdziwieniem musiaÅ‚am przyznać, że Karol Okrasa i Pani Agnieszka KrÄ™glicka byli najbardziej w temacie, jeÅ›li mogÄ™ to tak kolokwialnie ująć. CaÅ‚a reszta, na czele z prowadzÄ…cÄ…, utożsamiaÅ‚a Slow Food z jakiÅ› przedziwnym miksem tradycji żywieniowej, dietetyki i kardiologii (a zwÅ‚aszcza wyjÄ…tkowo haÅ‚aÅ›liwa pani dietetyk).
Gdybym nie wiedziaÅ‚a, czym jest Slow Food, z tego programu nigdy bym siÄ™ nie dowiedziaÅ‚a, a już na pewno wyniosÅ‚abym mylne wrażenie. Gdybym nie wiedziaÅ‚a, czym jest Slow Food – po tym programie z całą pewnoÅ›ciÄ… dÅ‚ugo nie miaÅ‚abym ochoty siÄ™ dowiedzieć. Rozhisteryzowani dietetycy i bijÄ…cy na alarm lekarze nie sÄ… mi po drodze. Slow Food może siÄ™ z nimi zgadzać w temacie żywnoÅ›ci przygotowywanej tradycyjnymi metodami, ale kto powiedziaÅ‚, że tradycyjnie znaczy zawsze zdrowo?
Mierzi mnie każdorazowe podkreÅ›lanie przez specjalistów (a może “specjalistów”) wyższoÅ›ci kuchni na ten przykÅ‚ad wÅ‚oskiej nad polskÄ…. To jak wykazywanie wyższoÅ›ci konia pociÄ…gowego nad Å›winiÄ… – każde sÅ‚użyÅ‚o czemu innemu w historii ludzkoÅ›ci. Gdyby WÅ‚osi (trzymajÄ…c siÄ™ przykÅ‚adu) żyli w naszej strefie klimatycznej, kiedy zimÄ… byÅ‚ Å›nieg i rzeki zamarzaÅ‚y (ja to jeszcze pamiÄ™tam!), to mogliby siÄ™ co najwyżej tÄ… swojÄ… cudownÄ… oliwÄ… z oliwek po noskach posmarować. Inna kwestia to tradycja zamożnoÅ›ci – polski chÅ‚opski stół byÅ‚ bogaty w pieczywo żytnie (pszenne byÅ‚o luksusem), roÅ›liny przetwarzane na wszelkie możliwe sposoby i polewki piwne, a później ziemniaki. I wszechobecny głód. Niedobory wystÄ™powaÅ‚y w zakresie tÅ‚uszczy i biaÅ‚ek. Stół szlachecki to z kolei miÄ™siwa, które pokazywaÅ‚y status finansowy obywatela Rzeczypospolitej. W Polsce powojennej, gdy komunizm doprowadziÅ‚ do kompletnego pomieszania wartoÅ›ci, ciÄ…gle w pamiÄ™ci spoÅ‚ecznej trwaÅ‚ podziaÅ‚ na miÄ™snych i bezmiÄ™snych, tyle że teraz te dobra staÅ‚y siÄ™ udziaÅ‚em innych grup spoÅ‚ecznych. I nadal, nie zapominajmy, to wÅ‚aÅ›nie okreÅ›lona dieta, przypuszczam, że zakodowana w genach, sprawia, że nigdy nie bÄ™dziemy odżywiać siÄ™ jak WÅ‚osi (mówiÄ™ o ogólnie pojÄ™tym spoÅ‚eczeÅ„stwie, nie o jednostkach), bo bÄ™dzie nam zwyczajnie za zimno!
Jeśli więc traktować Slow Food jako w pewnym sensie powrót do korzeni, do tradycji żywieniowej danego regionu i, w szerszym ujęciu, kraju, to volens nolens musimy się pogodzić, że nasza tradycja to ziemniaki, pszenica, piwo i mięso. Sorry, Winettou.
* W jednej z bardzo drogich krakowskich szkół kulinarnych na liÅ›cie osób prowadzÄ…cych zajÄ™cia znajdujÄ… siÄ™ przede wszystkim wybitni szefowie kuchni z przeróżnych hoteli, n.p. Pan Jan Kowalski, szef kuchni w hotelu X, po czym zostajÄ… wymienione jego tytuÅ‚y i zasÅ‚ugi na polu kulinarnym. Na szczycie listy natomiast widnieje “Karol Okrasa – osobowość medialna”.
Jak obiecaÅ‚am, przedstawiam bieżący obraz poczynionych szkód. Lokal – nie do poznania. Co tu dużo opisywać, zdjÄ™cia mówiÄ… same za siebie.

Korytarz

Socjalne. W kawałkach

A to absurdalne przedłużenie korytarza. Ale inaczej się nie dało

To jest nasz bar!

Te romantyczne nitki to pozostałość po instalacji elektrycznej

Pamięta ktoś jeszcze poprzedni bar? Tak, stał właśnie tutaj

Kuchnia w tle wygląda niepozornie, ale zrobimy ją na bóstwo
No to póki co mamy bajzel. Ale praca idzie do przodu i od razu widać efekty. Do jutra wszystkie ścianki będą jak należy, a w przyszłym tygodniu już pewnie trzeba będzie malować. Pewnie wtedy dopiero całość nabierze kształtu.
Dziś czeka mnie badanie wody i trochę się stresuję. Jakby to o mnie chodziło, a nie o kran!
Problem szefa polega na tym, że jest szefem. I wydaje mu/jej siÄ™, że skoro zasiada na tym jakże szacownym stanowisku to byÅ‚ ku temu powód. Przypuszczam, że zazwyczaj tak wÅ‚aÅ›nie siÄ™ dzieje (w normalnych instytucjach tudzież firmach). Ja natomiast w mojej krótkiej karierze zawodowej miaÅ‚am do czynienia z jednym, bardzo przykrym rodzajem szefa – “Tego, Który Wie”.
Taki szef zza wysokoÅ›ci swojego jakże szacownego biurka wie lepiej. Wiedzieć lepiej znaczy w tym konkretnym przypadku “usprawniać pracÄ™, optymalizować zyski i dziaÅ‚ać tym samym na rzecz poprawy bytu pracownika”. Kupa prawda. Zgodnie z powiedzeniem – zapomniaÅ‚ wół, jak cielÄ™ciem byÅ‚ – ksztaÅ‚tuje siÄ™ osobowość osoby, która nagle zaczyna “kierować”. Jest to dla mnie absolutnie niepojÄ™te, jak bardzo tzw. stanowisko potrafi przyprawić o nagÅ‚y atak despotyzmu, idiotyzmu i nadmiaru wody sodowej w niektórych częściach ciaÅ‚a.
Ponieważ, jak wykazaliÅ›my, szef wie lepiej, przeto zaczyna tak wszystko organizować, że praca staje siÄ™ niemożliwa i, jeÅ›li pracownicy sami siÄ™ nie dogadajÄ… (co zazwyczaj robiliÅ›my), wszystko rozpada siÄ™ w drobny mak, a petenci mogÄ…… chciaÅ‚am napisać, że mogÄ… caÅ‚ować klamkÄ™, ale i tak petenci zawsze bÄ™dÄ… wrzeszczeć. Szef ponadto zazwyczaj, zostajÄ…c szefem, nagle dostaje amnezji i kompletnie zapomina, czym siÄ™ dana jednostka zajmuje, wiÄ™c zielonego pojÄ™cia nie ma o pracy. Ot, taki smutny wniosek z nie mniej smutnych obserwacji.
Mam na to prostÄ… radÄ™ – szefie, do roboty! Chcesz zarzÄ…dzać instytucjÄ…? Zainteresuj siÄ™, jakÄ… pracÄ™ wykonujÄ… twoi pracownicy, a nie tylko oznajmiaj swojÄ… wolÄ™. Chcesz kierować kawiarniÄ…? StaÅ„ czasem za ladÄ…. Nagle stanie siÄ™ jaÅ›niejsze, o co te nieszczÄ™sne “sklepowe” ciÄ…gle marudzÄ…. Nie wpadaj w godzinach szczytu, żadajÄ…c kawy. No i – spróbuj zrozumieć pracownika, co oznacza czÄ™sto zastosowanie bardzo prostych metod.
Jestem idealistką? Możliwe, ale poprosiłam wszystkich moich znajomych i przyjaciół, aby mocno walnęli mnie w głupi łeb, kiedy zacznę się dziwnie zachowywać. I obiecałam, że się nie obrażę. Ani nie zacznę usprawniać im pracy.
Jak to rzekÅ‚ król Theoden w jÄ™zyku prawie elfim: “So it begins”. W sobotÄ™ z pewnÄ… dozÄ…Â obawy pojechaliÅ›my sprawdzić, czy mamy prÄ…d. Co prawda w Å›rodÄ™ Jedyny SÅ‚uszny Dystrybutor poinformowaÅ‚ nas, że elektryczność bÄ™dzie “do tygodnia”, ale mimo wszystko miaÅ‚am nadziejÄ™, że to bÄ™dzie szybciej niż później. Pierwsze niecierpliwe pstrykanie nie przyniosÅ‚o rezultatu, dopiero przyÅ›wiecanie sobie wyÅ›wietlaczami komórek przy skrzynce i włączanie przycisków na zasadzie “Kochanie, może to?” pomogÅ‚o oÅ›wietlić lokal. Nie przypuszczaÅ‚am, że tak bardzo ucieszy mnie coÅ› tak, zdawaÅ‚oby siÄ™, banalnego jak prÄ…d!
A dziś przyjechała nasza długo wyczekiwana, cudowna ekipa remontowa i od razu przystąpiła do rzeczy, to jest do burzenia ścian. I dobrze. Nie wierzę, że WRESZCIE się zaczęło, ale się zaczęło i, jak rany!, cieszę się.