Czekałam, czekałam, czekałam… i doczekałam się wreszcie. Dziś z rana, pędząc do pracy, wyjęłam ze skrzynki pocztowej grubaśną kopertę z adresem zwrotnym: Bra, Italy. A w środku list od Pana Petriniego, który wita mnie jako członkinię międzynarodowego stowarzyszenia miłośników Slow Food, “Convivium Kracovia”. To jest godne co najmniej popiskiwania zadowolonej nastoletniej fanki Leonardo di Caprio (w czasach, gdy byłam nastolatką, wypadało się kochać w Leonardo, który przynajmniej nie miał nazwiska jak warzywo ogrodowe zdatne do kiszenia zamiast ogórków). Zatem mają mnie. Jestem slowfoodowa nawet na metryczce, co poniekąd sprawia (choć to może spore nadużycie), że i KahvaThea już jest slowfoodowa. Także na metryczce.
10 grudnia b.r. odbywa się w Turynie kolejny Światowy Dzień Terra Madre. Tym razem ogromną okazją do świętowania jest 20-lecie ruchu Slow Food. A w Krakowie z tej okazji jest organizowane spotkanie Wina Małopolski, na które wybrałabym się z wielką chęcia, gdyby nie to, że zapewne w tym czasie będę w trakcie burzenia ścian tudzież wiercenia dziur pod umywalki. Może następnym razem.
A dla przypomnienia – kim jesteśmy (my, MY!):
Manifest Slow Food
Międzynarodowy Ruch dla Ochrony Prawa do Przyjemności oficjalnie został założony 9 listopada 1989 roku w Paryżu. Jego Manifest został poparty przez delegatów z Argentyny, Austrii, Brazylii, Danii, Francji, Niemiec, Węgier, Włoch, Japonii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych i Wenezueli.
Nasze stulecie, które rozpoczęło się i ubiegło pod znakiem cywilizacji przemysłowej, wymyśliło maszynę i przyjęło ją za symbol swojego modelu życia.
Jesteśmy niewolnikami prędkości i wszyscy ulegliśmy podstępnemu wirusowi, jakim jest szybkie życie (fast life), które burzy nasze przyzwyczajenia, zakłóca naszą prywatność w domach i zmusza nas do objadania się Fast Food’ami.
By być godnym swej nazwy – Homo Sapiens – musi wyzbyć się prędkości zanim zredukuje nas ona do rzędu gatunków zagrożonych wymarciem.
Nieustępliwa obrona spokojnej materialnej przyjemności jest jedynym sposobem przeciwstawienia się globalnemu szaleństwu szybkości.
Odpowiednie dawkowanie pewnej zmysłowej przyjemności i powolne, długotrwałe zadowolenie mogą ochronić nas przed zaraźliwą wielością mylącą szaleństwo z wydajnością.
Nasza obrona powinna zacząć się przy stole ze Slow Food’em. Odkryjmy na nowo smaki i uroki kuchni regionalnej oraz uwolnijmy się spod niszczącego wpływu Fast Food’ów.
W imię produktywności, prędkość zmieniła nasz sposób bycia i zagraża naszemu otoczeniu oraz krajobrazowi. Slow Food jest w tej chwili jedyną prawdziwie postępową ideą.
Tym właśnie jest prawdziwa kultura – odkrywaniem smaku nie jego niszczeniem. a jak lepiej osiągnąć ten cel niż drogą międzynarodowej wymiany doświadczeń, wiedzy, projektów?
Slow Food gwarantuje lepszą przyszłość.
Slow Food to idea, która wymaga poparcia właściwych ludzi, mogących zmienić ten (powolny) ruch w ruch międzynarodowy, mający za symbol małego ślimaka.
(ze strony www.slowfood.pl)