Głos nadziei w sprawie podatku

Wpis na blogu z 10 lipca a.D 2009:

Przypomniała mi się ożywiona dyskusja (a właściwie ożywiony monolog) połączona z machaniem rękami i głośnym wyrażaniem swego zdziwienia tudzież oburzenia, jaką przeprowadziłam z moim dawnym kolegą z lat jeszcze licealnych. Utrzymana była w nurcie popularnego u mnie ostatnio bezsilnego marudzenia na polskie absurdy prawno-finansowe.
- Bo powiedz mi, dlaczego we wszystkich raportach, we wszystkich krajach, gdzie jest podatek liniowy, nagle tego podatku zaczęło spÅ‚ywać wiÄ™cej? Dlaczego wciąż siÄ™ mówi – bardziej i mniej oficjalnie czy naukowo, że obniżenie podatku korzystnie wpÅ‚ywa na publiczne finanse? Bogaci wychodzÄ… wreszcie z szarej strefy i tak dalej…
Prawnik cywilny potaknął bez słowa.
- Zatem skoro tak jest w innych krajach i zostało to udowodnione, i ciągle się o tym mówi, to dlaczego w Polsce nasze władze, jak osły, nie dość, że nie wprowadzą podatku liniowego dla wszystkich, to jeszcze zastanawiają się nad podniesieniem podatku w rok po jego obniżeniu!
- Ponieważ wpÅ‚yw do budżetu nie byÅ‚by odczuwalny JUÅ». A to jest dla nich nie do przyjÄ™cia – wyjaÅ›niÅ‚ mi Ziemowit.

Przypomniała mi się ta rozmowa, gdy trafiłam dziś na TEN artykuł w Onet.Biznes. Może RPO coś wywalczy dla nas, biednych ludków? Mam nadzieję. Inaczej pozostanie mi ekwilibrystyka z podatkiem liniowym w obecnej formie.

Pochwała radości

Wpis na blogu z 7 lipca a.D. 2009:

Jeszcze raz dziś czytałam sobie Manifest Slow Food i ich (naszą) filozofię. I trafiłam na coś bezczelnie cudownego:

“Nic wiÄ™cej przyjemnoÅ›ci nie sprawia niż fantazjowanie o lepszym Å›wiecie, kreÅ›lenie jego zwyczajów i cieszenie siÄ™ z poczucia wspólnoty, zarówno picia jak i zabawy, odpoczynku i czytania. By to siÄ™ jednak staÅ‚o możliwe, niezbÄ™dny jest pewien stopieÅ„ bezstronnoÅ›ci, obiektywnoÅ›ci, chwila spokojnego, lepszego wykorzystania bezczynnoÅ›ci… nawet w łóżku, w którym Å›ni siÄ™ przed wyjÅ›ciem do ludzi.”

Sens zabawy, picia i jedzenia zasadza siÄ™ na towarzystwie innych ludzi. Gina Mallet wspomina, jak od dzieciÅ„stwa jedzenie nie kojarzy jej siÄ™ z aktem pochÅ‚aniania posiÅ‚ku (“Nie jesteÅ›my samochodami. Nie traktujmy potraw jak paliwa, które wrzucamy w siebie i jedziemy dalej”), ale z tradycjÄ… spotkaÅ„ z rodzinÄ… przy wspólnym stole. Jest to taka sama tradycja jak rodzinne zdjÄ™cia, pamiÄ™tniki i historie. Jak babcine receptury na serniki i szarlotki, jak niezapomniane biszkopty mamy i zeszyt zapisany drobnym technicznym pismem taty, gdzie znajdowaÅ‚am takie cudeÅ„ka jak ciasteczka anyżkowe i “kocie oczka”.

Rodzinne tradycje i historia – każdy przekazuje je, jak potrafi najlepiej. Musi, to nasz obowiÄ…zek. Ja magiÄ™ domu zamykam w zapachach kuchni, aromatach korzennych przypraw i palcach ubrudzonych mÄ…kÄ…. I chcÄ™ siÄ™ tym dzielić.

Święto Chleba

W dniach 13 i 14 czerwca w Krakowie na Placu Wolnica odbywało się Święto Chleba i V Małopolski Festiwal Smaku pod patronatem m.in. SlowFood. Jako miłośniczki dobrego jedzenia nie mogłyśmy przegapić takiej okazji.

Wpis na blogu z 15 czerwca a.D. 2009:

ÅšwiÄ™to Chleba i V MaÅ‚opolski Festiwal Smaku upÅ‚ynęły w atmosferze wietrzno-sÅ‚onecznej. W sobotÄ™ urywaÅ‚o gÅ‚owÄ™, za to niedziela byÅ‚a wyjÄ…tkowo piÄ™kna. Na poczÄ…tek uczestniczyÅ‚yÅ›my we Mszy w towarzystwie pocztów sztandarowych cechów piekarzy i cukierników w intencji tychże (poczuwam siÄ™ do bycia cukiernikiem). PochÅ‚onęłyÅ›my (ja i my sElf) ogromne waty cukrowe (“MaÅ‚a? Po ile jest maÅ‚a? Nie wiem. Dwa zÅ‚ote? Ja, proszÄ™ pani, maÅ‚ej nie robiÄ™, bo nigdy nie wiem, jaka to maÅ‚a, a jaka duża.”), oczekujÄ…c na Roberta MakÅ‚owicza, który miaÅ‚ zrobić wykÅ‚ad o historii polskiego chleba. Pan MakÅ‚owicz co prawda opowiedziaÅ‚, jak to w Chorwacji piekÄ… tylko jasny chleb, a nie ciemny i że on zabiera w każdÄ… swojÄ… podróż polski chleb, ale poza tym niewiele wiÄ™cej mogÅ‚yÅ›my siÄ™ dowiedzieć.

Ale jest wymierny i ważny efekt naszej wizyty na Placu Wolnica. Mamy telefon do osób prowadzących fermę drobiu szczęśliwego w Trzemeśnej.
(- Trzemeszno? – wytrzeszczyÅ‚a oczy my sElf – Przecież to pod Poznaniem!
- TrzemeÅ›na. Spod MyÅ›lenic, proszÄ™ pani – wytÅ‚umaczyÅ‚ nam Pan-Od-Jaj.)
Przynajmniej jeden aspekt prowadzenia SlowFoodowej kawiarni rozjaśnił się nam i wyprostował.

Czasem udaje się przeżyć

Nasza pierwsza wizyta w Sanepidzie zaowocowaÅ‚a tylko kilkoma luźnymi uwagami ze strony pani urzÄ™dniczki, podsumowanymi zjadliwym: “A co siÄ™ pani mnie pyta? Niech sobie pani znajdzie dobrego projektanta.” No to gdzie mam pytać o wymogi Sanepidu, jeÅ›li nie w Sanepidzie? Nie wiem. Drugi raz poszÅ‚am sama i…

Wpis z 8 czerwca 2009 r.:

Byłam w Sanepidzie. Pod drzwiami ściskałam projekty od Pani Iwony i trzęsłam się jak przed wizyta u dentysty. Co takiego ma w sobie ta instytucja, że wywołuje blady strach u biednych obywateli? (Oczywiście tych, którzy chcą postępować zgodnie z procedurami).
Weszłam grzecznie, pochyliłam się nad panią z kawką w ręku i zapytałam, z kim mogę skonsultować projekt. Pani rozejrzała się błagalnym wzrokiem po pokoju:
- MiiiichaaaÅ‚…! Zajmiesz siÄ™ paniÄ…?
Pan MichaÅ‚ siÄ™ zajÄ…Å‚ i muszÄ™ stwierdzić jedno – nie ma to jak facet w administracji. Nie dość, że mnie nie spÅ‚awiÅ‚, to jeszcze pomógÅ‚ (sic!), a nawet biegaÅ‚ konsultować mój projekt z szefowÄ… po tym, jak “zabiÅ‚am mu klina odpadami”.
PoznaÅ‚am przy okazji nowe słówko: “mÅ‚ynek koloidalny” (w przedziale od 600 zÅ‚ do 2500 zÅ‚) – dopisujÄ™ do listy nowych znaczeÅ„ i nowych wydatków.
Pan Michał przepraszał mnie za każdym razem, gdy po jego uwagach dorysowywałam na projekcie kolejną ściankę działową i umywalkę. To pewnie z powodu mojej rzednącej miny. Ale postanowiłam się go trzymać. A nuż będzie odbierał nasz lokal.
Aha. Sala konsumpcyjna może mieć 3 metry wysokoÅ›ci, ale kuchnia powinna mieć 3,30 m. Fajnie. Mam podnieść sufit? Trzeba bÄ™dzie pisać proÅ›bÄ™ do Wojewódzkiej Inspekcji Sanitarnej. Ech, Sanepid…

Edit: Ponieważ kilka osób zadało pytanie (w tym moja Wspólniczka, więc tym bardziej czuję się zobligowana), co to jest młynek koloidalny, przeto zamieszczam opis łopatologiczny i zdjęcie. Otóż jest to maszynka, która na wszystkich amerykańskich filmach psuje się pod zlewem, po tym, jak komuś wpada do środka ręka. Ma to urządzonko mielić drobne odpady organiczne, a dzięki połączeniu z kanalizacją, nie trzeba się nimi potem przejmować.

Młynek

Mój mąż twierdzi, że walczymy z potworami: “Bo widzisz…” – tÅ‚umaczy mi – “KiedyÅ› ludzie byli gnÄ™bieni przez smoki i bandytów, którzy gwaÅ‚cili i palili wioski, a teraz mamy sanepid czy inne urzÄ™dy.”

Makaron, koszer i jajka

ZupeÅ‚nie osobna historia to nasze boje z miejscem na kawiarniÄ™. Już wiedziaÅ‚yÅ›my, że to ma być Ruczaj, jednakże pierwsza wizja lokalna ukazaÅ‚a nam tragizm sytuacji i daÅ‚a odpowiedź na drÄ™czÄ…ce nas pytanie: “Dlaczego dotychczas nikt nie stworzyÅ‚ na Ruczaju kawiarni?” – ponieważ nie ma tam miejsc nadajÄ…cych siÄ™ pod kawiarniÄ™! Czyż to nie absurdalne? Osiedla, które zamieszkujÄ… tysiÄ…ce ludzi, nie oferujÄ… nic poza kwestiami sypialnymi, kilkoma warzywniakami, fryzjerem i monopolowymi.

Dwa miejsca o maÅ‚o zachÄ™cajÄ…cych nazwach (“Drink bar” i “Drink bar Rivana”) oglÄ…daÅ‚yÅ›my przez zaciemnionÄ… szybkÄ™. Nie, to zdecydowanie nie byÅ‚o to, czego szuka gÅ‚odny student. UdaÅ‚o siÄ™ nam wypatrzyć jakiÅ› nowopowstajÄ…cy budynek. Mail od dewelopera brzmiaÅ‚ mocno pesymistycznie – “nie, nie, nie, nie wynajmiemy pani lokalu.” Dlaczego? “Bo już tam ma być snack-bar.” I co z tego? – zapytaÅ‚am w duchu – Od kiedyż to deweloperzy szerzÄ… praktyki monopolistyczne? Dopiero wizyta osobista i zadanie tego pytania na żywo pomogÅ‚o. OkazaÅ‚o siÄ™, że wÅ‚aÅ›ciwie nie majÄ… nic przeciwko, tylko że… no wÅ‚aÅ›nie, cena okazaÅ‚a siÄ™ dość zaporowa.

Nic to. Druga wizja lokalna ukazała inną możliwość, nieco bardziej zachęcającą i, jak się okazało po długich rozmowach, odpowiednią dla nas. Zatem mamy lokal w stanie mocno deweloperskim, bez podłóg, z gołymi ścianami, które i tak musimy wyburzyć, bo nijak mają się do projektu.

Kształtów nasza kawiarnia będzie nabierała, jak zwykle, dzięki pomocy dobrych ludzi. Przystosowaniem wnętrza zajmie się firma APKing, a projekt przygotowała dla nas Pani Iwona Rednau.

Wpis na blogu z 29 maja a.D. 2009:

Po wczorajszym spotkaniu z paniÄ… projektantkÄ… nasza kawiarnia zaczęła nabierać ksztaÅ‚tu i duszy. Nawet ja(!) zaczęłam sobie coÅ› w wyobraźni wizualizować (tylko za nic nie mogÅ‚am pojąć o jakim makaronie projektantka i my sElf mówiÄ…). SpÄ™dziÅ‚yÅ›my wieczór w McDonaldsie – byÅ‚o lepiej niż siÄ™ spodziewaÅ‚am, ale to nie sprawi, że przestanÄ™ kontestować to miejsce (wÅ‚aÅ›ciwie piÅ‚am tylko herbatÄ™).
Dwa szybkie wnioski na świeżo po spotkaniu:
- “Chodzi o to, żeby jajka nie mieszaÅ‚y siÄ™ z talerzami” – to ja.
- “HACCP jest gorszy niż koszer” – to my sElf.

Pewnie, że gorszy. Przygody z Sanepidem to zupełnie osobna historia.

Kawa po polsku, czyli zakładanie interesu w RP

Czasem dopadają chwile zwątpienia. Zazwyczaj idę wtedy do kuchni, by tam dać upust nerwom przy tarcie z jabłkami i cynamonem. W drugiej kolejności wypłakuję wszystkie żale w ramię małżonka. Z rzadka przelewam to wszystko na internetowy papier.

Wpis na blogu z 11 maja a.D. 2009:

Kolejny weekend szkoleniowy za mnÄ…. “Aspekty prawne prowadzenia dziaÅ‚alnoÅ›ci gospodarczej.” Kiedy mnie pytajÄ…: “Nie przeraża ciÄ™ to?”, mam jednÄ… odpowiedź – Nie.

Nie przeraża mnie. PrzestaÅ‚o jakiÅ› czas temu. Nie myÅ›lÄ™ o tym, nie zastanawiam siÄ™, jak bardzo to wszystko jest bezsensowne, pozbawione jakichkolwiek podstaw logiki i Å‚adu. WysÅ‚uchujÄ™ spokojnie tego, co ci wszyscy ludzie (specjaliÅ›ci) do mnie mówiÄ…, notujÄ™ skrupulatnie, a nastÄ™pnie PRZYJMUJĘ DO WIADOMOÅšCI, po czym – znacznie częściej – wliczam w koszty.

Po pierwsze: zasada jednego okienka
Od 31 marca b.r. panuje w Polsce (haha! haha!) zasada “jednego okienka”. To znaczy, zamiast jednostronicowego formularza skÅ‚adamy przy rejestracji firmy formularz siedmiostronicowy przypominajÄ…cy wyglÄ…dem PIT, ale w zamian nie musimy chodzić osobiÅ›cie do UrzÄ™du Statystycznego, Skarbowego i ZUS, bo UM ma to zaÅ‚atwić za nas. Tak wyglÄ…da teoria.
Praktyka: Urząd Skarbowy nie zgodził się, byśmy samodzielnie w UM wybierali formę opodatkowania, w związku z czym musimy udać się osobiście do US, ponieważ nasz podpis złożony przy pani urzędniczce w UM ma mniejszą wagę niż nasz podpis złożony przy pani urzędniczce w US. Co w tym wszystkim najzabawniejsze, wcześniej dało się UM i Statystyczny załatwić w jeden dzień. Obecnie musimy czekać, aż UM prześle nasze zgłoszenie (pocztą) do statystycznego i potem czekać dalej, aż wróci ono do UM. Cała procedura może trwać do 30 dni. Oczywiście, jeśli się pomylimy, zabawa zaczyna się od nowa. Dopiero po uzyskaniu zaświadczenia z UM możemy udać się do US.

Po drugie: wynagrodzenia
Z zasady jestem uczciwym czÅ‚owiekiem. ZdarzajÄ… mi siÄ™ kÅ‚amstewka, nie ukrywam tego, ale sam proces kÅ‚amania jest dla mnie dużym dyskomfortem psychicznym. Z tych samych powodów nigdy nie Å›ciÄ…gaÅ‚am, panikowaÅ‚am, gdy zapomniaÅ‚am kupić bilet i nie oszukiwaÅ‚am pracodawcy, że go uwielbiam. Dlatego też chcÄ™ uczciwie, bez kombinatoryki stosowanej zatrudniać moich pracowników, od poczÄ…tku pÅ‚acić im normalne wynagrodzenia i nie kantować przy pomocy niekoÅ„czÄ…cych siÄ™ umów-zlecenie. Niemniej rozumiem tych, którzy pÅ‚acÄ… swoim ludziom minimalne wynagrodzenie (ok. 1270 zÅ‚ brutto), a resztÄ™ wykÅ‚adajÄ… “pod stoÅ‚em”.
Składki obowiązkowe w państwie polskim liczone od kwoty brutto:
1. Te, które pracownik widzi: emerytalna – 9,76%, rentowa – 1,5%, chorobowa – 2,45%, zdrowotna – 9% + podatki
2. Te, których pracownik nie widzi, a pÅ‚aci je za niego pracodawca: emerytalna – 9,76%, rentowa – 4,5%, wypadkowa – miÄ™dzy 0,8% a 3,6%, fundusz pracy – 2,45%, fundusz gwarantowanych Å›wiadczeÅ„ pracowniczych – 0,1%.
Tzw. narzuty za wynagrodzenia, czyli to, co jest ponad kwotÄ… netto, wynoszÄ… w Polsce niemalże 50% i stawiajÄ… nas tym samy na czele wszelkich Å›wiatowych rankingów kosztów pracy (równoczeÅ›nie jesteÅ›my na 147 miejscu na ok. 160 paÅ„stw w rankingu swobody gospodarczej – gdzieÅ› miÄ™dzy Senegalem a Zimbabwe).

Po trzecie: co muszę odwiedzić, nim założę firmę (oczywiście mowa tylko o administracji)
1. UrzÄ…d Miasta
2. UrzÄ…d Statystyczny (obecnie teoretycznie nie)
3. Punkt wyrabiania pieczatek
4. Bank
5. UrzÄ…d Skarbowy
6. ZUS (nie mogę się doczekać)
7. Sanepid
8. PIP
9. UrzÄ…d Celny (sic!)
10. Urząd Marszałkowski
W każdym z tych miejsc zostawiam kilkustronicowe formularze, oÅ›wiadczenia, zaÅ›wiadczenia ze wszystkich poprzednich miejsc, proÅ›by, rzadziej groźby, ponaglenia i tzw. “czynny żal” (zdarza siÄ™). Ponadto co miesiÄ…c do części z tych miejsc wysyÅ‚am formularze, oÅ›wiadczenia, zaÅ›wiadczenia… Dla niektórych z tych urzÄ™dów (zwÅ‚aszcza skarbówki, sanepidu i PIP) muszÄ™ prowadzić okoÅ‚o 10-15 różnych ewidencji, spisów z natury itp.
MuszÄ™ zakupić kasÄ™ fiskalnÄ… i wagÄ™ fiskalnÄ…, która jest 10 razy droższa od zwykÅ‚ej tylko dlatego, że ma zaÅ›wiadczenie, iż może być używana w sklepie (co mi przypomina caÅ‚y przemysÅ‚ Å›lubny – zwykÅ‚y bukiet kosztuje 30 zÅ‚, ale Å›lubny 200 zÅ‚ – tylko dlatego, że nazywa siÄ™ “Å›lubny”).
Sanepid zmienia swoje przepisy co 3 miesiÄ…ce, przynajmniej raz na pół roku przychodzi na kontrolÄ™. Nikt normalny nie bÄ™dzie robiÅ‚ remontu tylko po to, żeby siÄ™ dowiedzieć, iż za trzy miesiÄ…ce musi przerabiać z powrotem, wiÄ™c pÅ‚aci kary. DziÄ™ki temu Sanepid ma fundusze na funkcjonowanie. Po drodze – wdrożenie HACCP, GMP i GHP – bo Unia.
To nie koniec, ale…

DotarÅ‚eÅ› aż tutaj, Drogi Czytelniku? Oj, przepraszam, rozpisaÅ‚am siÄ™ chyba… Mam wizjÄ™ siebie siedzÄ…cej w ciemnej spelunie z papierosem w rÄ™ku, wygÅ‚aszajÄ…cej spokojnie to wszystko.
Nie, nie żalÄ™ siÄ™. Jak powiedziaÅ‚am na poczÄ…tku – ja to przyjmujÄ™ do wiadomoÅ›ci. Nie martwiÄ™ siÄ™ – co mi to da? PÅ‚akaÅ‚am – tylko raz. Krótko. Nie poddam siÄ™, bo perspektywa życia z marzeniem, którego nie ziÅ›ciÅ‚am tylko z powodu tego, że urodziÅ‚am siÄ™ w takim, a nie innym kraju, jest zbyt straszna.

Pierwsze naprawdę poważne kroki

Wpis na blogu z dnia 22 kwietnia a.D. 2009:

Dokonałam zakupu ekspresu do kawy. Ja nie wiem, może się mylę, ale stoją u mnie dwa naprawdę duże pudła, niedługo dojadą kolejne, więc to chyba znak, że już nie ma absolutnie żadnego odwrotu, czyż nie?
Ekspres wyglÄ…da tak:

Ekspres
Jest malutki (tu powinien pojawić siÄ™ histeryczny Å›miech) i Å›liczny. No dobrze. Jest Å›liczny i stosunkowo malutki. Do tego dostaÅ‚am komplet 12 filiżanek do espresso Gaggia, które tym razem na pewno sÄ… malutkie i Å›liczne oraz mÅ‚ynek do kawy. I niespodziankÄ™ od firmy – kilogram kawy na dobry poczÄ…tek. MaÅ‚a rzecz, a cieszy.

Czekam też cierpliwie na wyparzarkę i hacap. Robi się już naprawdę poważnie.

Tak swojÄ… drogÄ… ta “Ustawa o warunkach żywienia” jest straszna, przebrnęłam przez 80 stron i nie jestem mÄ…drzejsza niż byÅ‚am. Ale dumniejsza. Bo przebrnęłam.

Do ekspresu wkrótce dołączyła rzeczona zmywarko-wyparzarka, a także:
- naświetlacz do jajek
- piec konwekcyjny
- szkolenie i dokumentacja HACCP

Moje mieszkanie coraz bardziej przypomina magazyn ze sprzętem gastronomicznym. Jeszcze trochę.

Dlaczego będę piekła sama?

Wpis na blogu z dnia 13 kwietnia a.D. 2009:

O! O! Mam kolejny “KahvaTheowy” cytat:

“A ciasta robiÄ™ sama. Dlaczego? Bo uwielbiam robić ciasta. Poza tym wiem, że nikt nie zrobi tak dobrych ciast jak ja.”

To moja odpowiedź dla wszystkich marud i czarnych proroków, którzy twierdzÄ…, że robienie samodzielnie tego, co w menu, jest gÅ‚upotÄ…. Jak widać – motyw sprawdzony i dziaÅ‚a, bo to cytat za paniÄ… MariÄ… DomaÅ„skÄ… , która zaÅ‚ożyÅ‚a kawiarniÄ™ “Weranda” przy udziale projektu “SpeÅ‚niONA w biznesie”.

“Ludzie zawsze to doceniajÄ…: pasjÄ™ w drugim czÅ‚owieku i wÅ‚ożone w to serce.”

Plany na przyszłość

KoÅ„cem marca rozpoczÄ™liÅ›my etap szkoleÅ„ “ZarzÄ…dzanie małą firmÄ…”  i doradztwa indywidualnego. Chyba wszyscy trochÄ™ siÄ™ obawiali, jak to bÄ™dzie wyglÄ…daÅ‚o. PiÄ™tnaÅ›cie osób przekonanych o swojej wartoÅ›ci, zmotywowanych do granic możliwoÅ›ci – a w perspektywie konkurs i ciÄ…gÅ‚a rywalizacja. Ale byÅ‚o wspaniale, miaÅ‚am cudownÄ… grupÄ™ pozytywnych ludzi, którzy wiedzieli, czego w życiu chcÄ… i co pragnÄ… zmieniać. Na pierwszym spotkaniu na pytanie, jak siÄ™ czujemy, padÅ‚a odpowiedź: “A jak mamy siÄ™ czuć? Åšwietnie! Przecież jesteÅ›my najlepsi.”

I byliśmy. Nawet na tych trudnych spotkaniach, kiedy grupa hobbystów i pasjonatów musiała zderzyć się z twardą rzeczywistością analizy finansowej i aktów prawnych regulujących działalność gospodarczą.

Wpis na blogu z dnia 9 kwietnia a.D. 2009:

Na ostatnim spotkaniu z prawnikiem – doradcÄ… padÅ‚o pytanie:
- A jak przyjdzie pięciu studentów i każdy usiądzie przy osobnym stoliku?
- Hmm… no to nic, przecież ich nie wyrzucÄ™.
- Ale zajmą dużo miejsca, nie generując zysków.
- Oj…ludzie dadzÄ… sobie radÄ™. Poza tym ma to funkcjÄ™ integrujÄ…cÄ…. Zdecydowanie za maÅ‚o siÄ™ do siebie uÅ›miechamy.
- A jeśli przyjdzie ich tak wielu, że nie zmieszczą się w kawiarni, to co pani zrobi?
- Jak to co? OtworzÄ™ drugÄ… kawiarniÄ™!

Nieproekologicznie

Wpis na blogu z dnia 6 kwietnia a.D. 2009:

KoÅ„czÄ™ czytać  GinÄ™ Mallet. Ostatni rozdziaÅ‚ traktuje o rybach. I znalazÅ‚am tam cudownie antyekologiczny cytat (nie, żebym miaÅ‚a coÅ› przeciw drzewom i wielorybom, ale ruch Zielonych uważam za mocno zeschizowany – pewnie normalni ludzie to samo mówiÄ… o Slow Food).

“Ekolodzy dopytujÄ… siÄ™, dlaczego krewetek nie hoduje siÄ™ na lÄ…dzie. To mówiÄ… ludzie, którym nie zależy na smaku tego, co jedzÄ…. Krewetki z Ekwadoru sÄ… tak wyÅ›mienite wÅ‚aÅ›nie dlatego, że hoduje siÄ™ je w morzu; przeniesione do zamkniÄ™tych zbiorników na lÄ…dzie, straciÅ‚yby swój smak. Nie widzÄ™ sensu hodowania krewetek bez smaku. Czasem myÅ›lÄ™, że ekolodzy, zamiast zrozumieć, dlaczego ludzie tak broniÄ… prawa do jedzenia smacznej żywnoÅ›ci, koncentrujÄ… siÄ™ na szerzeniu w nich poczucia winy, że ich gusta sÄ… nie proekologiczne.

To mi nasuwa nową refleksję. Czy Slow Food musi iść na noże z Green Peace?

Jak twierdzi my sElf:  “Musi. Bo Slow Food kultywuje tradycjÄ™ w kuchni, a organizacje proekologiczne tudzież ruch wegetariaÅ„ski uważajÄ… wiÄ™kszość tradycji za niehumanitarne lub po prostu przestarzaÅ‚e. Punkt wspólny znajdujÄ… w temacie żywnoÅ›ci wysoko przetworzonej i/lub okraszonej chemiÄ….”

To prawda. ZnalazÅ‚am punkt dwa punkty “na styku”: tzw. “sprawÄ™ McLibel” i faktycznie – żywność GMO.

Starsze wpisy »
www.kahvathea.pl | WordPress | projekt graficzny: Artedotum.pl